Berlin, 08.06.2012, 09:00 - 14:00 "Was ist neu an den ANE-Elternbriefen? Wie können sie in der Praxis eingesetzt werden?" Programm und Anmeldung
Berlin, 08.06.2012, 14:00 - 20:00 Die neuen ANE-Elternbriefe "mit Eltern für Eltern" Anmeldung
Erziehungstipps für Migrantenfamilien aus dem arabischen Sprachraum.
Sprachentwicklung und Sprachförderung in 10 Sprachen
"Wie Babys sich entwickeln" - Kurzfilme für junge Eltern.

Autorka: Dudu Sönmezçiçek, Redaktion „Elternbriefe“, ANE
Tłumaczka: Joanna Czapska
Język tworzy tożsamości, określa granice. W świecie zglobalizowanym, w społecznościach kształtowanych przez migrację i mobilność, granic tych nie musimy wprawdzie usuwać, ale musimy je pokonywać. I dlatego każdemu potrzebna jest umiejętność posługiwania się co najmniej dwoma językami. Komisja Europejska uchwaliła, że każdy obywatel Unii Europejskiej winien poza językiem ojczystym władać co najmniej jednym, a lepiej dwoma innymi językami europejskimi. Tym samym nauka języków, o której mowa w art. 149 Umowy Unii Europejskiej, stoi na samej górze listy celów Wspólnoty.
Miałam okazję przekonać się na własnej skórze, że te tematy i aktualne dyskusje nie omijają rodziców, a wręcz przeciwnie – to ich właśnie najbardziej wciągają: Rodzice wiedzą już od dawna, jak ważne są języki i jak duże znaczenie posiada wielojęzyczność. Pamiętam że kiedy moje dziecko szło do przedszkola wśród rodziców przedszkolaków trwała zagorzała dyskusja o tym, jak ważna jest „wczesna wielojęzyczność“ i że nasze dzieci powinny mieć możliwość wykorzystania w tym celu „tego okna czasu, w którym dzieci uczą się najszybciej“. Rodzice zaczęli się nagle angażować w organizowanie dla 3-latków nauki języka angielskiego w grupie. Nigdy więcej nie udało się zrealizować czegoś tak szybko i sprawnie, jak ten „kurs angielskiego“ w przedszkolu, do którego uczęszczało moje dziecko. Dzisiaj dziecko to ma 11 lat, a przedszkolaki mogą uczęszczać nie tylko na wczesną naukę języka angielskiego, ale również do dwu- lub trzyjęzycznych przedszkoli, których liczba potęguje się z dnia na dzień. I to dzięki ogromnemu zainteresowaniu ze strony rodziców!
Ale wtedy istniał jeszcze jeden dręczący mnie temat, a mianowicie dwójęzyczne realia życia mojego dziecka. Kiedy stałam się matką i musiałam znaleźć odpowiedź na pytanie: „w którym języku mam rozmawiać z moim dzieckiem?“, decyzja ta nie przyszła mi łatwo:
Z jednej strony dziecko nasze miało umieć rozmawiać z dziadkami i resztą rodziny w Turcji, z drugiej strony otrzymać jak najlepszą pozycję wyjściową na przyszłość. Ostateczną decyzję podyktowało mi serce. Rozmawiałam z dzieckiem po turecku, śpiewałam mu tureckie piosenki, opowiadałam tureckie historyjki, kochałam i pieściłam go po turecku. Prawie wszyscy moi wielojęzyczni przyjaciele uważali to za oczywiste. Pozostali przyjaciele i znajomi reagowali całkiem inaczej, pytając, dlaczego nie rozmawiam z dzieckiem w języku niemieckim, który znam przecież perfekt. Oscylowaliśmy stale pomiedzy dwoma biegunami „dogmatyków językowych“: tych, którzy stali na stanowisku „najpierw język ojczysty a dopiero potem niemiecki“, i tych, którzy byli zdania, że rozmawiając z dzieckiem po turecku paskudzimy mu przyszłość… A ponadto grozi mu przez to „podwójna półjęzyczność“.
Ciekawym jest to, że oba te stanowiska zgodne są w jednym nieporozumieniu, a mianowicie w mylnym założeniu, że możliwa jest tylko albo „perfekcyjna dwójęzyczność“ albo „podwójna półjęzyczność“. Miliony wielojęzycznych ludzi na całym świecie są najlepszym dowodem na to, że wcale tak nie jest.
Później, gdy nadchodził czas oddania dziecka do przedszkola, zaczęłam mówić do niego w dwóch językach. Chciałam, żeby przygotowany był do nowego języka w przedszkolu i mógł łatwiej się do niego przyzwyczaić. Tak więc wszystko, co do niego mówiłam w jednym języku, tłumaczylam na drugi język i odwrotnie. Naturalnie nie trwało to zbyt długo, w końcu zaczęłam rozmawiać z nim już tylko po niemiecku. Muszę przyznać, że przychodziło mi to znacznie łatwiej, ponieważ w niemieckim dysponuję większym repertuarem językowym.
Kolejne uwagi krytyczne nie dały na siebie długo czekać. Zwolennicy dwójęzyczności ubolewali, że pozbawiamy nasze dziecko tej szansy. A na urlopach w Turcji konfronotowano nas z zupełnie inną płaszczyzną zarzutów, do których musieliśmy się bezustannie ustosunkowywać: my sami jesteśmy wyalienowani, a nsze dziecko w ogóle nie jest turkiem itp. „Zgadza się! Nasze dziecko jest małym Berlińczykiem z tureckimi korzeniami!“ brzmiała nasza standartowa odpowiedź. Dzisiaj, z perspektywy czasu, mogę stwierdzić, że wszystkie nasze decyzje były w odniesieniu do sytuacji, w jakiej się znajdowaliśmy, jak najbardziej prawidłowe. Nasze dziecko jest bardzo elokwentne, gdy mówi po niemiecku, a jego turecki repertuar językowy stanowi dobrą podstawę do dalszego rozwoju tego języka w regularnych kontaktach z osobami, mówiącymi po turecku.
A ja jestem dzisiaj przekonana, że bez względu na to, jaką decyzję podejmą rodzice, decyzja ta będzie zawsze prawidłowa. Ważne jest, aby wspierać dziecko w jego rozwoju językowym, niezależnie od tego, czy dorasta mówiąc wyłącznie po niemiecku, czy też w wielu językach. Języka uczymy się mówiąc. A mówić zaczynamy w domu.
Tutaj znajdziecie Państwo ciekawe linki i materiały na temat: Rozwój języka i popieranie nauki języka.
Literatura i informacje w internecie
Tutaj możecie Państwo zaprenumerować „Listy do rodziców“:
Telefon: (030) 25 90 06 41
Poczta elektroniczna: Nowka@ane.de